Wieczór w pubie Pod Trzema Miotłami, przebiegał raczej spokojnie. Rose siedziała w cichym kącie, jak najdalej od drzwi wejściowych. Popijając kremowe piwo, studiowała książkę o magicznych zwierzętach dla Hagrida (obiecała, że będzie pomagała mu na lekcjach z czwartoklasistami). Gdy jej ciemne długie włosy, opadły na oczy, do jej stolika przysiadła się Ginny, cała zdyszana.
- Na Merlina! Co się stało?
- Szukałam George'a przez godzinę. Nie pomyślałam, że może być w...
- Sklepie Zonka. - dokończyła za nią, zamykając książkę. Smutnym wzrokiem patrzyła na dziewczynę nie bardzo wiedząc co ma robić. Nie radziła sobie w takich sytuacjach.
- Przecież to oczywiste. Nie powinnyśmy go tutaj zabierać, Rose. Źle to znosi. Jeszcze poszedł do Zonka...znowu się załamie.
- Gin, żałoba po utracie Fred'a jest normalna. Każdy za nim tęskni, uwierz ledwo wytrzymuje. Musimy się wspierać nawzajem. - ciemnowłosa położyła swoją dłoń na dłoni przyjaciółki, tym samym lekko ją uspakajając.
- Masz rację. Idę po niego, spotkamy się na zewnątrz. Za dziesięć minut bądź gotowa.
Minęło trochę czasu, zanim dziewczyna postanowiła wyjść na dwór i poczekać na przyjaciół przy wejściu do pubu. Będąc na dworze, chowała książkę do torebki zmniejszająco-zwiększającej kiedy jakaś postać przechodziła niebezpiecznie blisko jej. W sercu jej się zagotowało, kiedy podnosząc dyskretnie wzrok, zauważyła te platynowe włosy i stalowe oczy. Ominął ją bezdźwięcznie, wchodząc tym samym do Trzech Mioteł. Westchnęła cicho, prosząc siebie w duchu, aby nie spotkała go już ani raza więcej. Czekając na Ginny i George'a, kątem oka, zauważyła, że chłopak, cały czas obserwuje ją zza okna, popijając jakiś trunek. Chciała to olać, jednak cały czas czuła na sobie jego wzrok co doprowadzało ją do szału.
- Możemy wracać do Nory. - oznajmiła Ginny, wychodząc za rogu tym samym uśmiechając się lekko do swojego brata.
Rose, także się uśmiechnęła i za jednym machnięciem różdżki, byli już w Norze.
Pani Weasley, Ginny i Rose przygotowywały kolację. Dziwny wywar w dzbanku na stole, bulgotał głośno, kiedy tylko się do niego podeszło. Ta kolacja miała być wyjątkowa, ponieważ miało się na niej pojawić pozostałości Zakonu Feniksa. Ron znajdował się pewnie na górze, pakując swoje rzeczy wraz z Hermioną. Albowiem oni następnego dnia wieczorem jadą wakacje. Takie wakacje we wrześniu. No ale cóż, należą im się. Po bitwie każdemu należy się odpoczynek, ale Rose wolała wracać do Hogwartu. Chciała tylko tego, aby było jak dawniej. Z zamyśleń wyrwała ją Ginny, która wołała ją do stołu. Dziewczyna nawet nie zauważyła, kiedy zjawili się przyjaciele. Usiadła koło Harry'ego i Bill'a, który zawzięcie dyskutował ze swoją Fleur. Ciemnowłosa bez zastanowienia, odwróciła się do Potter'a i od razu go przytuliła. Ten przyjacielsko poklepał ją po ramieniu i zaczął rozmowę. Kolacja ciągnęła się w nieskończoność, lecz goście byli zadowoleni z 'uczty' i cały czas wspominali o ubiegłych latach. Rose, zamyślona i zmęczona miała pożegnać się i iść na górę spać, gdy nieoczekiwany zwrot akcji zatrzymał gryfonkę. Ron uklęknął przed Hermionią, wyjmując małe pudełeczko. Pani Weasley już cichutko chlipała, kiedy wszystkim ukazał się piękny pierścionek z diamentem. Hermiona ani chwilę się nie zastanawiała i wykrzyknęła szczęśliwe 'TAK'. Wszyscy zaczęli klaskać i cieszyć się ich zaręczynami. Nie obeszło się bez toastu. Lecz dziwne było to, że Harry cały czas patrzył nerwowo na Ginny, kiedy para zaręczonych połączyła się w długim pocałunku pełnym miłości. Reszta wieczoru przebiegła w dla większości w miłej atmosferze, pomijając pewnego chłopca, który przeżył.
Pobudka dzisiejszego ranka dla Rose nie była zbyt przyjemna. Wczoraj późno położyła się spać, albowiem poszli z Harry'm, Ron'em, Hermioną i Ginny do jej pokoju i ''napili się po małej szklaneczce'' Ognistej. I teraz konsekwencje. Próbowała coś wydobyć z Harry'ego, jednak nic to nie dało. Zaprzeczał cały czas. Zegar wybił godzinę dziewiątą, a Rose musiała wstać, ponieważ za dwie godziny ma expres do Hogwartu. Schodząc w samej piżamie do kuchni, zajrzała tylko czy przyjaciele jeszcze śpią. Spali, a w dziewczynie zagotowało się na myśl, że oni mogą wstać sobie za parę godzin. Stojąc już przy kuchence, Pani Weasley przywitała ją ciepło i od razu zaczęła dawać jej ''potrzebne'' rzeczy.
- Tu masz swetry. Daję ich pięć. Przecież nic nie wiadomo! A tu masz jeszcze szalik, skarpety, czapkę...Ale złotko nie martw się! Na święta dostaniesz więcej. Spakowałaś już wszystko? - na co dziewczyna tylko kiwnęła głową - To świetnie, bo nie mam zamiaru ci wysyłać rzeczy, jak to się często Ron'owi zdarzało..Oj choć tu kruszyno.
Kobiety wtuliły się w swoje ciała, uśmiechając się przy tym. Pani Weasley była dla niej jak druga mama, i wcale nie było jej głupio tak do niej mówić. Po za tym Molly cieszyła się jak tak do niej mówiła, w końcu ma tylko jedną córkę, a kolejna to dla niej radość. W drzwiach pojawił się Artur Weasley mówiąc, że z chęcią zawiezie nastolatkę na peron. I tak się stało. Żegnając się z Molly, przypomniała, aby wszystkich od niej uściskała i powiadomiła, że będzie do nich pisać co tydzień. Pan Weasley pośpieszał dziewczynę, kiedy ta nie mogła oderwać się od jego małżonki. W końcu przestały się przytulać i ruszyła w stronę samochodu. Następnie na jednym z peronów pożegnała się z Arturem i pewna siebie weszła w ścianę przenosząc się na peron dziewięć i trzy czwarte.
Godzinę później już siedziała w expres'ie Hogwart i kolejny raz wyjęła książkę o magicznych stworzeniach. Na początku podróż przebiegała spokojnie, do czasu kiedy na korytarzu coś huknęło i pojawił się czerwony dym. Rose podskoczyła przestraszona i sama nie wiedziała czy chce odkryć powód-a może bardziej sprawce-wybuchu. Jednak ciekawość wzięła górę i wyszła na korytarz, co się okazała tylko ona była ta ciekawska, ponieważ reszta siedziała w przedziałach. Ruszyła za śmiechami, które odbijały się o ściany wagonu. Kiedy doszła do osobników, którzy spowodowali ten wielki huk, wcale nie zdziwił ją ich widok. W drugą stronę także to zadziałało, ponieważ wiedzieli, że wścibska Rose za chwilę tu przybędzie i nie mylili się.
- Malfoy, Blaise. Naprawdę? Takie żarty są dla dzieciaków, nie sądzi...
- To był mój pomysł.
Dziewczyna zacisnęła usta. Spojrzała na bruneta, który opierał się o okno.
- A ty to? - uśmiechnęła się tak sarkastycznie, jak tylko mogła, chociaż wiedziała, że musi wyglądać to dość głupio, bo chłopak, którego nie znała, cały czas uśmiechał się z rozbawieniem.
- Charlie Jonson, Slytherin ostatni rok. A ty to pewnie Rose Black, dużo o tobie słyszałem.
- Niby od kogo?
Wzrok bruneta nieznacznie skierował się na Malfoy'a, na co dziewczyna głośno prychnęła, i poklepała Charlie'go po klatce piersiowej.
- Nie wiem co naopowiadał na mój temat, ale mam nadzieje, że nie było to takie straszne.
Chłopak się uśmiechnął. Szczerze. Patrzył na nią bez ani krzty nienawiści.
- W sumie było całkiem odwrotnie niż myślisz, ale..
W tym momencie Charlie dostał lekko otwartą dłonią w tył głowy. Ten tylko się cicho zaśmiał, kiedy patrzył jak Malfoy już lekko czerwony patrzy wzrokiem zabójcy. Jednak nic już nie powiedział, pożegnał gryfonkę kiwnięciem głowy i pociągnął Diabła za sobą do wagonu ślizgonów. Została z tlenionym sama.
- Trzymaj mi miejsce koło siebie w ławce. - Rose otwierała już usta aby zaprotestować na tą absurdalną 'prośbę?' , jednak Malfoy jej przerwał. - Do zobaczenia na zajęciach, Black.
Tym samym pozostawił ją samą na korytarzu.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz